News of the world #2: Piłkarskie mięsko.
Niecodzienna nagroda za zwycięstwo w meczu
Niecodzienną nagrodę otrzymali piłkarze FC Vaslui za zwycięstwo w meczu ekstraklasy rumuńskiej z Glorią Bistrita 2:0. Pewien rolnik, za pierwszą wygraną w sezonie, sprezentował im... woła ze swego stada.
Przed meczem Romica Postolache zapowiedział, że przekaże zespołowi zwierzę, jeśli wreszcie zanotuje zwycięstwo. Z szesnastu poprzednich spotkań klub z Vaslui (na wschodzie kraju) zremisował siedem, a dziewięć przegrał. W tabeli zajmuje ostatnie, 16. miejsce.
Romica Postolache z wioski Tarzii powiedział lokalnej telewizji: 'Popchnąłem mój zespół ku zwycięstwu'. Jeszcze przed meczem Postolache zapowiedział swój dar w przypadku zwycięstwa Vaslui.
- I, jak widać, mój wół przełamał złą passę drużyny. Jestem pewien, że teraz obronimy się przed spadkiem z ligi - dodał hodowca.
Dodaj komentarz »
Beckham nie umie liczyć
Angielski piłkarz David Beckham przyznał w wywiadzie dla gazety "Mail on Sunday", że ma klopoty z matematyką. Z rozbrajającą szczerością oświadczył, że nie radzi sobie ze szkolnymi zadaniami... swojego 6-letniego syna.
Z wywiadu wynika, że Beckham przekonał się o swoich matematycznych umiejętnościach, gdy jego syn Brooklyn poprosił go o pomoc w odrobieniu pracy domowej. W rezultacie został odesłany do swojej mamy - byłej piosenkarki zespołu Spice Girls - Victorii Beckham. Usprawiedliwiając się, Beckham powiedział "Mail on Sunday", że za jego szkolnych czasów uczono zupełnie czegoś innego. Według niego, matematyka była wówczas o wiele prostsza.
W odniesieniu do wywiadu z Davidem Beckhamem, "Mail on Sunday" opublikowało przykłady zadań przewidzianych dla brytyjskich siedmiolatków. Jedno z nich brzmi: "Bet wyszedł do sklepu o 11:45. Wrócił za pół godziny. O której godzinie był w domu?".
Nasi piłkarze mogą wszystko.
Saganowski dokonał rzeczy niebywałej
To może być najdziwniejsze pożegnanie z reprezentacją Polski. Marek Saganowski dokonał rzeczy niebywałej – czytamy w „SuperExpressie”.
Napastnik reprezentacji Polski w meczu z Estonią wykopał piłkę na dach stadionu w Ostrowcu Świętokrzyskim, a po minucie został zdjęty z boiska. Zagrał bardzo słabo, więc to przedziwne kopnięcie może być jego ostatnim w koszulce z "Białym Orłem".
- Panie, jak tu chodzę na wszystkie mecze, to jeszcze nie widziałem, żeby komuś udało się tak fatalnie spudłować, kopnąć piłkę 25 metrów nad bramką - dziwił się jeden ze starszych kibiców w czasie meczu Polska - Estonia.
Inni też kręcili głowami z niedowierzaniem. Już samo przekopanie imponującej trybuny na stadionie KSZO nie jest łatwe. A już takie kopnięcie piłki, aby ta wpadła na dach i już na nim została, to majstersztyk. "Saganowi" się udało i futbolówka poleciała idealnym, dużym łukiem.
Stać ich było na awans do Mistrzostw Świata. Stać ich było na pokonanie stosunkowo silnego Ekwadoru w strugach deszczu i morzu wody na murawie. Stać ich także, na zadziwianie kibiców drugoligowego zespołu piłkarskiego.
Nasze Orły. Wysoko zalecą.
Bez komentarza :)
To nic, że Wisła zaraz Lecha prześcignęła, ważne że poznaniacy naprawdę pozytywnie zaskakują.
Na przykład Świerczewski wreszcie trafił w bramkę, zamiast - jak ma w zwyczaju - trafić kogoś w zęby. Wprawdzie gole zdarzają mu się nadal rzadko, zaledwie raz na wieki, ale żaden to wyjątek, wierzcie mi, naprawdę.
Czy wiecie Państwo, że miłośnicy westernów, jakoś tak przed kilkunastu laty postanowili sprawdzić celność legendarnego Colta. Kultowego rewolweru z Dzikiego Zachodu, który rozstrzygał wszelkie spory na bezdrożach Teksasu, Colorado i połowy Ameryki. I co się okazało? Że ten słynny Colt trafiał raz na... 400 strzałów! (co potwierdzili spece od balistyki). Oznacza to, że taki John Wayne czy Clint Eastwood, na wystrzelanie tylko swych filmowych wrogów potrzebowaliby mniej więcej od 12 do 146 tysięcy lat. Jak Świerczewski...
