Otwarcie sezonu żeglarskiego 2011 w Gdańsku
Jak co roku, od 3 lat w miesiącu maju, w Gdańsku odbyła się uroczysta parada okrętów, żaglówek, stateczków, łódek i tratew zrobionych ze starych kajaków. Wszystko po to, by otworzyć kolejny już sezon żeglarski. Impreza jak najbardziej potrzebna, w miarę widowiskowa, ale przydałaby się lepsza organizacja i większa pompa. I nie chodzi tu o pompę strażacką, strzelającą w powietrze fontannami wody.
Impreza byłaby bliska ideałowi, gdyby zamiast nieustannie płynącego z pierdzącego głośniczka głosu Pana Prowadzącego, puszczono najzwyklejsze w świecie szanty. Niestety - w ciągu blisko godziny strzelania poniższych zdjęć, o muzyce morskiej zgromadzeni miejscowi i turyści mogli tylko pomarzyć. Jedynym, przypominającym muzykę dźwiękiem, były dwie trąbki, na dwóch różnych żaglówkach - grające zresztą przez 3 sekundy.
Zdjęcia załączone poniżej zrobiono zwykłą komórką, przez totalnego laika, który dorwał w łapki program do wspomagania wizualnego zdjęć. Camera 360 się nazywa. Na Androida. Muszę przyznać, że jestem dość z niego zadowolony.
2 komentarze »
"Celebryta", czyli najbardziej irytujące słowo naszych czasów
Celowo nie zatytułowałem tego wpisu "najbardziej irytujące słowo w języku polskim", gdyż mimo jego ciągłego użycia, wszędobylstwa już nie tylko w mediach, ale i życiu codziennym, nie uznaję go za słowo polskie. Zresztą nie tylko ja - słownik PWN na ten temat milczy, słownik języków obcych również. Zresztą, nawet jeśli słowo-którego-brzmienie-mnie-przeraża znalazłoby się w spisie wyrazów dozwolonych, wciąż będę patrzeć na nie z obrzydzeniem, wstrętem i językową zgagą. Powód jest prosty - nasza mowa ojczysta i bez tego jest stanowczo zbyt zniekształcana, a językowe kalki to nic innego jak tylko gwóźdź do przysłowiowej trumny języka naszego najświętszego.
Zresztą "celebryta", to nie jedyna nachalna kalka z angielskiego, ale mnie osobiście dobijająca równie mocno co "brifing" czy "kaming-ałt". Skoro dało się ze "skyscrapera" zrobić "drapacz chmur" (też kalka, ale to nie to samo co spolszczenie angielskiego wyrazu), to dlaczego zamiast nieszczęsnego "brifingu" telewizyjne mordy nie użyją "odprawy" (skoro już chcą mówić o ekonomii językowej, skracając i tak "krótką konferencję prasową"), czy miast "kaming-ałtu" zwyczajnego "ujawnienia" (albo wcześniej używanego "wyjścia z szafy")? I dlaczego ten cholerny "celebryta" nie mógł pozostać "gwiazdą", "sławą" czy tłumacząc dosłownie "osobistością"?
Dzisiejszego dnia w pracy wywiązała się podobna dyskusja. Starając się pozostać purystą językowym (nie twierdzę, że jestem nim w 100%, każdy popełnia błędy) z humorem oświadczyłem, że tego słowa używać nie mam zamiaru, a i korekty tekstów, w którym ten wyraz znajdę nie podejmę się. Za bardzo rani moje i tak schorowane oczy. Usłyszałem w odpowiedzi, że język się zmienia i że będę musiał się do tego przystosować. Ale to tak, jakby ktoś kazał mi mówić "zeszłem", "poszłem" i "wyszłem", bo przecież język się zmienia i wiele osób mówi tak nieustannie. Ja jednak nie mam zamiaru poddać się tej ignoranckiej dyktaturze.
Żeby nie było - nie jestem przeciwny słowom obcojęzycznym, o ile mają one swoje uzasadnienie. To znaczy, o ile wyraz ten jest nazwą zjawiska/rzeczy/czynności, której wcześniej w naszym kraju nie uświadczyliśmy i której nazwa zostaje uniwersalnie przyjęta. Dlatego "podcastom" mówię tak. Dlatego nie razi mnie "komputer" albo "windsurfing". Ale potworek jakim jest "celebryta" jest nie do zaakceptowania. Bo buraków pląsających się po ekranach telewizorów mieliśmy już na długo przed ofensywą zwolenników używania tego paskudnego, noszącego wszelkie znamiona nowomowy mutanta.
Respekt dla Resovii (temat zgoła niesportowy)
Chyba w żadnym rejonie naszego pięknego, nadwiślańskiego kraju patriotyzm lokalny nie rozwinął się tak bardzo jak na Podkarpaciu, a konkretniej - w rejonie stolicy województwa, Rzeszowie. Wiem co piszę. Nie Ślązacy, nie Podhalanie czy Kaszubi, ale właśnie mieszkańcy Podkarpacia wykazują największą, najgorliwszą miłość do swojego regionu, która przejawia się w najróżniejszy sposób, począwszy od rekordowej sprzedaży prasy lokalnej, fascynacją regionalnymi stacjami radiowymi i życiem kulturalnym, na nazewnictwie okołorzeszowskich przedsiębiorstw skończywszy. I właśnie ten ostatni przykład zdaje się wybijać ponad inne.
Res-Motors, Auto-Res, Okno-Res, Res-Bet, Res-Glass, Res-Projekt, Develop-Res, Res-Lak, Res-Gal, Respan, PolRes, Res-Team, Res-Trans - to tylko niektóre z nazw firm zakładanych w okolicach i samej stolicy regionu. Firmy z magiczną trójką liter w przed- czy przyrostku pojawiają się w Rzeszowie niczym grzyby po deszczu. Z jednej strony ułatwia to mieszkańcom identyfikację okolicznych przedsięwzięć biznesowych, dodatkowo potęgując fascynację regionem. Bo gdy Rzeszowianin ma wybierać pomiędzy firmą/marką ogólnopolską, a lokalną, raczej wybierze tę drugą. Res w nazwie, od Resovii (historyczna nazwa stolicy Podkarpacia), to bardzo dobry chwyt marketingowy, sposób na dość szybki zarobek. Z drugiej natomiast strony, firma która po osiągnięciu stosownego zysku starać się będzie rozszerzyć działalność poza region może być z góry skazana ma marginalizację. Wszak nazwa marki kojarzona tylko z jednym regionem Polski jest też biznesowym strzałem w kolano - o ile w uszach mieszkańca regionu wzbudza pozytywne skojarzenia, tak poza województwem może kojarzyć się źle, albo... w ogóle.
Zwiedzając położone najdalej na południowy-wschód województwo Polski co chwilę widzę więc niemal identyczne reklamy - wszystkie z RES w nazwie, wszystkie będące jakby częścią ogromnej korporacji. Na początku mnie to irytowało; obecnie nawet bawi. Bo jak tu się nie uśmiechnąć kiedy z irytacją oglądam kolejny baner, po raz kolejny pomstując do nieba o brak kreatywności w nazewnictwie, a tu okazuje się, że na nerwy zaczyna działać mi Restauracja, Reserved, czy firma produkująca Resory. Zupełnie jakbym miał okres. A powinienem czuć respekt. Respekt dla Resovii. W końcu, uwielbiam tu przyjeżdżać.
Billboardy Rexony
W sumie to co teraz napiszę, będzie reklamą reklamy, ale myślę, że warto się zapoznać z taką perełką :)
Każdy chyba zdążył już zobaczyć na mieście plakat z pewną panią, trzymającą pod pachą świnię - niezbyt to miło kojarzące się z reklamą dezodorantu. I chyba niezbyt też lubiane przez ludzi - osobiście, nie znoszę tej reklamy. I dzisiaj znalazłem dowód na to, że nie tylko ja.

Powyższe zdjęcie zrobione zostało pod bramą wjazdową do Stoczni Gdańskiej. I nie byłoby w nim nic nadzwyczajnego, gdyby nie drobna naklejka, widoczna na zbliżeniu.

Urocze, nieprawdaż? Takie samo skojarzenie mam i ja :)

Powyższe zdjęcie zrobione zostało pod bramą wjazdową do Stoczni Gdańskiej. I nie byłoby w nim nic nadzwyczajnego, gdyby nie drobna naklejka, widoczna na zbliżeniu.

Urocze, nieprawdaż? Takie samo skojarzenie mam i ja :)
Biedronkowe pranie bródów
Zakupy w biedronce zawsze były ciekawym doświadczeniem. Tym razem także ortograficznym.


Gdybym ja miał bród na ścianie, na pewno bym przeparkował samochód / wyprowadził się.
Zwłaszcza mieszkając w kraju, gdzie powodzie to rzecz powszednia :)


Gdybym ja miał bród na ścianie, na pewno bym przeparkował samochód / wyprowadził się.
Zwłaszcza mieszkając w kraju, gdzie powodzie to rzecz powszednia :)
Wybory Prezydenckie w Świecie Dysku
10 lat temu krótki ten tekst napisał mój dobry wówczas znajomy, z którym obecnie nie mam już niestety kontaktu. Myślę jednak, że nie obraziłby się za zamieszczenie go na tym joggerze. To tak w kontekście zbliżających się wielkimi krokami wyborów prezydenckich. Na rozluźnienie atmosfery.
'Mojemu kandydatowi pod względem umiejętnosci magicznych do Gandalfa daleko, ale przecież nie to jest ważne u Prawdziwego Prezydenta Polaków.' - Świtezianek
---------------- RinceWind 2000 ----------------
Studio wyborcze, w końcu udało się uciszyć Leppera, który i tak nie słuchał pytań Przesympatycznej Pani Prezenterki. Rincewindowi udaje się pokonać nieśmiałosc (tzn. udaje się to takim dwóm silnym panom, którzy w końcu wypychają go przed kamerę), poprawia swój Czarodziejski Kapelusz z Cekinami i dumnie (???) zasiada na skraju fotela.
Przesympatyczna Pani Prezenterka: Ależ Panie Rincewind, proszę nie obgryzać paznokci!
[najazd na miejsce, gdzie przed chwilą był Rincewind, a teraz jest tylko jego Kapelush; Rincewind w międzyczasie spadł z fotela, gdyż siedział na skraju]
Gdzieś z dołu dobiega głos:
-...to tak ze zdenerwowania...yyy.... to ja może już sobie pójdę?
PPP: Ależ nie! Prosze nam zaprezentować swój program.
Rincewind [już siedzi, nieco pewniej] wyciąga z Bagażu pomiętą kartkę i czyta:
"Źle się dzieje na Dysku polskim! A'Tuin kompromituje się w oczach narodu - pijany zatacza się w Otchłani od jednej czerwonej gwiazdy do drugiej. Wszyscy pamiętamy przeszłośc A'Tuina - my wiemy skąd ten pociąg do czerwonych gwiazd! Wybory to wojna! Tu nie ma miejsca na takie sentymenty! A poza tym ostatnio strasznie przytył. Ja, Rincewind, kiedy zostanę wybrany prezydentem nie będę pobierał pensji za wożenie na grzbiecie czterech słoni, dopóki nie uzbiera sie na jakąś platformę z napędem jądrowym!"
[obraz zmienia się, widać Dwukwiata "Pod Załatanym Bębnem"]
Dwukwiat: Ja będę, ty będziesz, my będziemy! Pokój z widokiem! Wyżywienie, schabowy, fasolka po bretońsku, indyk w borówkach! Wybory, głosować, oddać głos, dać głos (o psie), szczekać, miauczeć, kwilić. Długopis, dowód tożsamości, skreślić, przekreślić, wykreślić, skasować, wymazaż, usunąć! Rincewind na prezydenta, pierwszego ministra, premiera, króla! [uśmiecha się]
[przed kamerę wychodzi Bagaż]
Bagaż: [patrzy sie znacząco w obiektyw]
[Bibliotekarz pokazany z bliska, w tle półki z książkami, jeszcze bliżej niż bibliotekarz rozsmarowany na kamerze banan, którym chciał poczęstować operatora]
Bibliotekarz: Uukukukukukukukukukuk! A ukukukukuk. uk - uk? Ukuk.
Rektor Uniwersytetu Sztuk Magicznych: Rincewind był zawsze takim zdolnym uczniem, ośmielę sie nawet sądzić, że najzdolniejszym w historiiUniwersytetu! Jak widać nauka w naszym Uniwersytecie procentuje.
[koszary Strazy Miejskiej Ankh-Morpork]
Fragment z Listu Szeregowego Marchewy do rodziców:
Drodzy rodzice!
U nas w Straży wybory. Kapitan powiedział, żeby głosować na Rincewinda, bo to elokwentny erudyta, co znaczy, że go dużo razy wyciągaliśmy z burdy pod Bębnem (bo innym razem powiedział: "O! Rincewind! Znów trzeba mu będzie dupę ocalić z tej rozróby."). Pamiętam takiego jednego, którego wyciągaliśmy z Bębna jeszcze więcej razy, a raz nawet sam wyszedł. Ten dopiero by sie nadawał na prezydenta! Pozdrówcie mojego Kfiatuszka.
Wasz Kochajacy Syn - Marchewa.
[sabat czarownic]
Babcia Weatherwax: Och, Rincewind to taki grzeczny chłopczyk. Będę głosowała tylko na niego.
[noc, po niebie mknie jakiś kształt; zbliżenie: Mort na Pimpusiu kurczowo trzymający się grzywy i przywiązany do siodła]
Pimpuś ląduje, Mort zeskakuje, klęka i całuje ziemię KaDysku.
Mort: A ja będę głosował na Śmierć, jego nikt nie pokona.
[w tle drzewo, na gałęzi którego wisi Rincewind]
Smierc: RINCEWINDZIE, PUŚĆ TĘ GAŁĄŹ.
Rincewind: Nie, ja wole jeszcze trochę tu powisieć.
Rincewind zwycieża Śmierć!
[Patrycjusz w swoim biurze]
Patrycjusz: [po wyjściu szpiega] Rincewind, ten idiota i nieudacznik? Według sondaży wygra w pierwszej turze. Hmmm, trzeba będzie sfałszować wyniki na moją korzyść.
Nagle do pokoju wpada Teppic Skrytobójca.
Teppic: Giń ty świnio! W imieniu Rincewinda i demokracji!
W oparciu o tą historyczną scenę powstanie kiedyś obraz pt. "Rincewind wiodący lud na barykady."
[ruszaja sie jakieś obrazki, między innymi "Rincewind tak!" i "A'Tuin w piach", po czym znów widać Rincewinda w studiu wyborczym]
Rincewind: Pamiętajcie! Moje hasło wyborcze brzmi: "Chleba i oktaryny!" A to, że wybory odbywaja sie dnia 7A października to jakiś spisek moich konkurentów!
---------------- RinceWind 2000 ----------------
Kup Pan Kraj.
E-bay zapobiegł sprzedaży N.Zelandii
Nowa Zelandia nie jest na sprzedaż - orzekł przedstawiciel internetowego domu aukcyjnego E-bay i wycofał ofertę sprzedaży, zamieszczoną przez internautę z Australii. Zanim interweniował, na Nową Zelandię zgłosiło się 22 kupców.
O nietypowej ofercie sprzedaży czteromilionowego państwa powiadomił w sobotę rosyjski portal informacyjny Lenta.ru.
"Najczęściej sprzedawane są u nas przedmioty codziennego użytku, ale niekiedy zgłaszane są dziwaczne towary. Wszystkie sprawdzamy; jeśli można je sprzedać - zostawiamy, jeśli nie - wycofujemy je z aukcji" - wyjaśnił przedstawiciel E-bay.
Zanim tak stało się z Nową Zelandią, została wylicytowana z 1 centa do 2330 dolarów. Niewysokie ceny, jakie za nią oferowano, wywołała być może uwaga jej "sprzedawcy", że w kraju tym jest "bardzo przeciętna pogoda".News za: gazeta.pl.
Aktualnie jestem pod ogromnym wrażeniem...
How happy is the blameless vestal's lot!
The world forgetting, by the world forgot.
Eternal sunshine of the spotless mind!
Each pray'r accepted, and each wish resign'd...
Cieszę się, że Kaufman dostał tego przeklętego Oscara.
The world forgetting, by the world forgot.
Eternal sunshine of the spotless mind!
Each pray'r accepted, and each wish resign'd...
"Jakież to szczęście wieść niewinny żywot.
Być umarłym dla świata i tym się nie martwić.
O! Wieczna jasności wolnego umysłu!
Modlitw jesteś godna, choć prośbami gardzisz."
Być umarłym dla świata i tym się nie martwić.
O! Wieczna jasności wolnego umysłu!
Modlitw jesteś godna, choć prośbami gardzisz."
Cieszę się, że Kaufman dostał tego przeklętego Oscara.
