logohops.jogger.pl


Wybory Prezydenckie w Świecie Dysku

10 maja 2010, 20:36:16 | Kategorie: Książki | Ogólne |
10 lat temu krótki ten tekst napisał mój dobry wówczas znajomy, z którym obecnie nie mam już niestety kontaktu. Myślę jednak, że nie obraziłby się za zamieszczenie go na tym joggerze. To tak w kontekście zbliżających się wielkimi krokami wyborów prezydenckich. Na rozluźnienie atmosfery.

'Mojemu kandydatowi pod względem umiejętnosci magicznych do Gandalfa daleko, ale przecież nie to jest ważne u Prawdziwego Prezydenta Polaków.' - Świtezianek

---------------- RinceWind 2000 ----------------

Studio wyborcze, w końcu udało się uciszyć Leppera, który i tak nie słuchał pytań Przesympatycznej Pani Prezenterki. Rincewindowi udaje się pokonać nieśmiałosc (tzn. udaje się to takim dwóm silnym panom, którzy w końcu wypychają go przed kamerę), poprawia swój Czarodziejski Kapelusz z Cekinami i dumnie (???) zasiada na skraju fotela.

Przesympatyczna Pani Prezenterka: Ależ Panie Rincewind, proszę nie obgryzać paznokci!

[najazd na miejsce, gdzie przed chwilą był Rincewind, a teraz jest tylko jego Kapelush; Rincewind w międzyczasie spadł z fotela, gdyż siedział na skraju]

Gdzieś z dołu dobiega głos:

-...to tak ze zdenerwowania...yyy.... to ja może już sobie pójdę?

PPP: Ależ nie! Prosze nam zaprezentować swój program.

Rincewind [już siedzi, nieco pewniej] wyciąga z Bagażu pomiętą kartkę i czyta:

"Źle się dzieje na Dysku polskim! A'Tuin kompromituje się w oczach narodu - pijany zatacza się w Otchłani od jednej czerwonej gwiazdy do drugiej. Wszyscy pamiętamy przeszłośc A'Tuina - my wiemy skąd ten pociąg do czerwonych gwiazd! Wybory to wojna! Tu nie ma miejsca na takie sentymenty! A poza tym ostatnio strasznie przytył. Ja, Rincewind, kiedy zostanę wybrany prezydentem nie będę pobierał pensji za wożenie na grzbiecie czterech słoni, dopóki nie uzbiera sie na jakąś platformę z napędem jądrowym!"

[obraz zmienia się, widać Dwukwiata "Pod Załatanym Bębnem"]

Dwukwiat: Ja będę, ty będziesz, my będziemy! Pokój z widokiem! Wyżywienie, schabowy, fasolka po bretońsku, indyk w borówkach! Wybory, głosować, oddać głos, dać głos (o psie), szczekać, miauczeć, kwilić. Długopis, dowód tożsamości, skreślić, przekreślić, wykreślić, skasować, wymazaż, usunąć! Rincewind na prezydenta, pierwszego ministra, premiera, króla! [uśmiecha się]

[przed kamerę wychodzi Bagaż]

Bagaż: [patrzy sie znacząco w obiektyw]

[Bibliotekarz pokazany z bliska, w tle półki z książkami, jeszcze bliżej niż bibliotekarz rozsmarowany na kamerze banan, którym chciał poczęstować operatora]

Bibliotekarz: Uukukukukukukukukukuk! A ukukukukuk. uk - uk? Ukuk.

Rektor Uniwersytetu Sztuk Magicznych: Rincewind był zawsze takim zdolnym uczniem, ośmielę sie nawet sądzić, że najzdolniejszym w historiiUniwersytetu! Jak widać nauka w naszym Uniwersytecie procentuje.

[koszary Strazy Miejskiej Ankh-Morpork]

Fragment z Listu Szeregowego Marchewy do rodziców:

Drodzy rodzice!

U nas w Straży wybory. Kapitan powiedział, żeby głosować na Rincewinda, bo to elokwentny erudyta, co znaczy, że go dużo razy wyciągaliśmy z burdy pod Bębnem (bo innym razem powiedział: "O! Rincewind! Znów trzeba mu będzie dupę ocalić z tej rozróby."). Pamiętam takiego jednego, którego wyciągaliśmy z Bębna jeszcze więcej razy, a raz nawet sam wyszedł. Ten dopiero by sie nadawał na prezydenta! Pozdrówcie mojego Kfiatuszka.

Wasz Kochajacy Syn - Marchewa.


[sabat czarownic]

Babcia Weatherwax: Och, Rincewind to taki grzeczny chłopczyk. Będę głosowała tylko na niego.

[noc, po niebie mknie jakiś kształt; zbliżenie: Mort na Pimpusiu kurczowo trzymający się grzywy i przywiązany do siodła]

Pimpuś ląduje, Mort zeskakuje, klęka i całuje ziemię KaDysku.

Mort: A ja będę głosował na Śmierć, jego nikt nie pokona.

[w tle drzewo, na gałęzi którego wisi Rincewind]

Smierc: RINCEWINDZIE, PUŚĆ TĘ GAŁĄŹ.

Rincewind: Nie, ja wole jeszcze trochę tu powisieć.

Rincewind zwycieża Śmierć!

[Patrycjusz w swoim biurze]

Patrycjusz: [po wyjściu szpiega] Rincewind, ten idiota i nieudacznik? Według sondaży wygra w pierwszej turze. Hmmm, trzeba będzie sfałszować wyniki na moją korzyść.

Nagle do pokoju wpada Teppic Skrytobójca.

Teppic: Giń ty świnio! W imieniu Rincewinda i demokracji!

W oparciu o tą historyczną scenę powstanie kiedyś obraz pt. "Rincewind wiodący lud na barykady."

[ruszaja sie jakieś obrazki, między innymi "Rincewind tak!" i "A'Tuin w piach", po czym znów widać Rincewinda w studiu wyborczym]

Rincewind: Pamiętajcie! Moje hasło wyborcze brzmi: "Chleba i oktaryny!" A to, że wybory odbywaja sie dnia 7A października to jakiś spisek moich konkurentów!

---------------- RinceWind 2000 ----------------

Kurt Vonnegut - Trzęsienie Czasu

08 grudnia 2009, 13:28:51 | Kategorie: Książki | Recenzje |
Z książkami Kurta Vonneguta spotkałem się po raz pierwszy podczas studiów magisterskich, gdzie na Historię Literatury Amerykańskiej przeczytać musiałem "Kocią Kołyskę". Nowelka, a raczej powiastka filozoficzna, trafiła idealnie w mój gust literacki, sprytnie łącząc ze sobą tematykę społeczną z tematyką science-fiction. Zaraz potem rzuciłem się na "Rzeźnię nr 5", uważaną przez wielu czytelników za najlepszą książkę autora. Przeczytałem ją właściwie w kilka godzin, ale na kolana przed nią nie padlem. Następne w kolejce ustawiły się "Syreny z Tytana" i chociaż książki nie przeczytałem za jednym podejściem, podobała mi się bardziej niż tak chwalona "Rzeźnia...". Po zakończeniu lektury, nabrałem ochoty na kolejnego Vonneguta i przypadkiem zobaczyłem, że jeden z użytkowników podaj.net udostępnia "Trzęsienie Czasu". Czym prędzej więc książkę pobrałem i kilka dni potem znalazłem w swojej skrzynce.

Nie licząc zbiorów opowiadań, jest to ostatnia książka zmarłego 2,5 roku temu autora. I, ze smutkiem stwierdzam, że z dotychczas przeze mnie przeczytanych - zdecydowanie najgorsza. Sam pomysł na osadzenie akcji książki w tytułowym "trzęsieniu czasu " (czyli powtórce z ostatnich dziesięciu lat życia każdego mieszkańca naszej planety) jak zwykle u autora niebanalny i dający po raz kolejny pretekst do analizowania aspektu wolnej woli czy, jak kto woli, determinizmu. Jednak "Trzęsienie..." jest mieszaniną literackiej fikcji z niemała domieszką wątków autobiograficznych , skrzętnie zakamuflowanych rozterkami Pstrąga Zabijuchy (alter ego Vonneguta, aczkolwiek w poprzednich dziełach autora, postać ta wzorowana była na Theodorze Sturgeonie, koledze pisarza). I gdyby te domieszki były zaprezentowane w jakiś sensowny sposób, fragmentaryczne swoją drogą rozdziały dałyby się jakoś czytać. Ale bełkot jaki miejscami wyziera z ich kart jest po prostu nie do zniesienia.

Poprzednie trzy przeczytane przeze mnie dzieła Kurta Juniora, miały to do siebie, że pomimo specyficznego stylu były dość zrozumiałe. Aczkolwiek w przypadku "Trzęsienia...", pomimo moich usilnych starań, niewiele z tego wszystkiego zrozumiałem. Vonnegut plącze się, zmienia temat, skacze to kilka lat do przodu, to kilka lat do tyłu, robi te swoje pauzy i inne eksperymenty z formą znane z poprzednich książek, lecz serwowane w nich w nienarzucający się sposób. W swoim ostatnim "dziele" jednak, autor poszedł na całość, dorzucił do pieca i pojechał po bandzie, czyniąc jej lekturę prawdziwą drogą krzyżową w 63 stacjach. Można by przypuszczać, że taka ilość rozdziałów sprzyja szybkiemu czytaniu. I na przypuszczeniach niestety się kończy, gdyż w trakcie lektury tego potworka, udało mi się przeczytać jeszcze dwie inne książki. Tym razem już innego twórcy.

Na okładce książki wydanej przez Amber w 1997 roku (czyli nie tej, którą posiadałem ja, a która widać na zdjęciach w tym wpisie) napisano:
Kurt Vonnegut nazywa "Trzęsienie czasu" "autobiografią ostatniej powieści". Oryginalna forma splata fikcję literacką ze wspomnieniami pisarza. Występując jako bohater i kronikarz wydarzeń końca naszego tysiąclecia, Vonnegut podsumowuje siedemdziesiąt cztery lata swego życia i stara się określić jego sens.
I może zabrzmi to z mojej strony obcesowo, ale uważam, że podsumowując w taki sposób swoje życie (nawiasem mówiąc, na 10 lat przed jego zakończeniem), Vonnegut chciał nam chyba pokazać, że jego życie tego sensu nie posiadało. Chociaż znając stosunek autora do siebie, swoich utworów i swoich czytelników, ten wcale by się za takie stwierdzenie nie obraził.

Czy zatem warto sięgać po "Trzęsienie Czasu"? Oddani czytelnicy na pewno znajdą w książce coś dla siebie i uznają mnie za imbecyla. Tym, którzy jeszcze nie zetknęli się z twórczością Vonneguta, polecam wymienione we wstępie trzy inne książki, a wieńczące przygodę autora z literaturą "dzieło" radzę omijać z daleka. Nie ma co niepotrzebnie się do tego, bądź co bądź, wybitnego pisarza zrażać.

PS: Jedyny pozytywny aspekt fizycznego kontaktu z książką był ten, że dostałem ją z podaj.net za darmo, a opyliłem jakiemuś nieszczęsnemu biedakowi za 10 zł. Wyrzutów sumienia nie stwierdzono. :)

Ocena: